piątek, 23 maja 2014

15. Słodyczy nigdy dość



„Będzie dobrze. Teraz będzie najtrudniej, ale potem będzie już dobrze.”

*Zayn*
Obudziły mnie promienie słońca. Idioci znowu zapomnieli spuścić rolety. Ja pierdole, chciałem wstać, ale nie mogłem. Nie jestem aż tak skacowany, przecież wczoraj nie piłem. Przekręciłem głowę i od razu uśmiech wkradł się na moje usta. Aniołek leżał wtulony we mnie i spokojnie oddychał. Pamiętam jak wczoraj szedłem się napić, a ona siedziała wystraszona i patrzyła na horrory.
-Co ty robisz?- spojrzałem przed siebie i zobaczyłem Amandę, która dopiero co wstała. Wyszła z łóżka i podeszła do szafy. Brunetka ubrana była w same majtki i przykrótką, obcisłą koszulkę. No tyłek to ona ma ładny. –Zayn pytałam o coś- nawet się nie odwróciła, tylko szukała jakiś ubrań.
-Spałem.
-Widziałam, ale dlaczego?
-Bo aniołek się bał, a ja robię za bohatera i jej bronię- uśmiechnąłem się chytrze w kierunku Amy, która z ciuchami szła do łazienki. Pochyliłem się i musnąłem wargi blondynki, która zaczęła się przebudzać. –no siemka aniołku- uśmiechnęła się, a potem znowu się do mnie przytuliła. Zaśmiałem się pod nosem.
-Dziękuję, że ze mną zostałeś.
-Dla ciebie wszystko- puściłem jej oczko.- aniołku, muszę iść się spakować.
-Okay- nadal mnie nie puszczała.
-Za jakąś godzinę lecimy na Genesis.
-Wiem.
-Tooo- przeciągnąłem.- puścisz mnie?
-Och, no tak- zakryła dłonią twarz.- przepraszam, już cie puszczam- dotrzymała obietnicy, a ja wstałem. Szedłem w kierunku drzwi, kiedy nagle wpadł mi do głowy pomysł. Wróciłem się i położyłem się na niej. Patrzyła mi w oczy, nieśmiało się uśmiechając. Złączyłem nasze usta w pocałunku, a po chwili wstałem i wyszedłem. Wróciłem do mojego i chłopaków pokoju, ale po drodze zahaczyłem o kuchnię. Zabrałem z lodówki puszkę coli i obudziłem oszołomów. Szczerze? To nawet ich polubiłem. Są… całkiem spoko, ale coś czuję, że Louis i Harry tak szybko się nie dogadają. W sypialni wypiłem napój gazowany do końca. Liam już się pakował, a Tommo dopiero wstał. Nie będę im gadał o tym, że spałem dzisiaj z Rosie, bo nie mam takiej potrzeby. Lubię ją. Wyjąłem torbę i zacząłem układać w niej ubrania, co zajęło mi w sumie jakieś 15 minut. Na Genesis będziemy długo, dlatego bierzemy dużo ubrań. Nie ma innej opcji, niż zwycięstwo. Włożyłem do pokrowca gitarę i zeszyt z długopisem. Potem poszedłem do łazienki, nasza była zajęta, dlatego jak wczoraj korzystałem z tej drugiej. Tym razem wziąłem ze sobą ubrania. Po szybkim prysznicu, nałożyłem na siebie bokserki, czarne spodnie i biały t-shirt z napisem. Na nogi wsunąłem buty. Zajęłam się układaniem włosów, co zajęło mi w sumie trochę czasu. Wyszedłem z łazienki, gdzie wszyscy siedzieli już przy stole i jedli naleśniki. Usiadłem obok Louisa i Amandy, naprzeciwko aniołka. Zgarnąłem kilka placków na talerz. Posmarowałem jednego nutellą i zwinąłem w rulon. Ugryzłem pierwszy kęs, a potem resztę.
-Jak ty możesz to jeść?- spojrzałem na Payne’ a ze zmarszczonymi oczami. O co mu biega?- to jest mega słodkie.
-Słodyczy nigdy dość- mówiąc to patrzyłem na blondynkę, a ona spuściła głowę, lekko się uśmiechając. Dokończyłem śniadanie i wypiłem kolejną puszkę coli. Pozmywaliśmy i ogółem ogarnęliśmy dom. Potem przyszedł Aarch i powiedział, że statek już czeka. Każdy zabrał swoje rzeczy i zaniósł na pokład. Kiedy odstawiłem swoje torby, zabrałem te od aniołka. Blondyneczka podziękowała mi, a ja cmoknąłem ją w policzek. Na barkach miała moją kurtkę, co dawało mi satysfakcję. Zajęliśmy miejsca, a po chwili dołączyła do nas Kali. Droga na Genesis jest długa, a my powinniśmy tam być po jakiś dwóch dniach. Teraz każdy zajmował się swoim sprawami. Louis pisał z kimś zawzięcie SMSy, Liam grał z Niallem w karty, Harry spał u aniołka na udach. Blondynka bawiła się włosami Stylesa, ale kontem oka mi się przyglądała. Amanda przeglądała gazetę, a ja? Ja sobie brzdąkałem, a od czasu do czasu zapisywałem na kartce kolejne słowa, wersy, a następnie zwrotki piosenki.
*Rosie*
Wreszcie zbliżaliśmy się do Stadionu Genesis. Jest naprawdę piękny, a z wyglądu przypomina gwiazdę. Wszyscy czatowaliśmy przy szybie i podziwialiśmy tą wspaniałą planetę.
-Jest wielki- powiedział pełen podziwu Louis.
-Założę się, że zmieściłby co najmniej osiem populacji Akillian- wtrącił Niall.
-Jest piękny- westchnął Liam i podparł głowę dłońmi. Zachowywał się jakby był zakochany.
-Mieści osiemset tysięcy osób i to w samych sektorach siedzących- poinformowała nas Kali.
-I pomyśleć, że będziemy tu grać- zachwyciła się Amy.
-I te tłumy, które skandują nasze imiona- rozmarzył się Zayn.
-Co jeszcze wiesz o Stadionie?- Niall przysiadł obok Kali.
-Ma cztery kosmiczne astro porty, transportujące do pięciuset tysięcy osób dziennie oraz osiemdziesiąt całodobowych prywatnych pasów startowych. Ruch wokół Stadionu jest nadzorowany przez sześć skonfigurowanych wież kontrolnych- dokończyła swój wykład dziennikarka.
-Nauczyłaś się tego na pamięć?- wtrąciła Amy. Po jej minie wnioskuję, że nie podoba jej się sposób, w jaki patrzy na Nialla. Kali jest młoda i piękna, w wieku czternastu lat została najmłodszą redaktorką w galaktyce. Ma długie brązowe włosy, sięgające jej do połowy pleców. Jej oczy są również brązowe, a usta malinowe. Ponadto ma idealną figurę i niesamowity styl. Jest dziewiętnastoletnią pięknością, przy której mam straszne kompleksy. Do pomieszczenia wszedł wujek, który poprosił, abyśmy go wysłuchali. Głównie pytał nas, które momenty naszej gry były najlepsze.
-Harry?
-Moja obrona przeciwko Shadows- ziewnął Harreh.
-Louis?
-Moje gole w meczu z Wambas.
-Zayn?
-Moje dryblingi w meczu z Shadows- Zayn powiedział to od niechcenia. Większą uwagę skupiał teraz na swojej gitarze, niż na rozmowie z trenerem. Aarch pokiwał tylko głową z niedowierzeniem, widząc zaangażowanie Malika.
-Amy?
-Moja obrona przeciwko Shadows.
-Niall?
-W meczu z Shadows przebiegłem z piłką prawie całe boisko- powiedział dumny.
-Liam?
-Hmm… bramki w starciu z Shadows.
-Dobra- westchnął wujek. – a ty Rosie?
-Nasze gole w meczu z Red Tigers- stwierdziłam. W sumie, gdybyśmy z nimi nie wygrali, to nie lecielibyśmy na Genesis, by walczyć o puchar galaktyki.
-Dziękuję- klasnął w dłonie, a my patrzyliśmy na niego zdezorientowani. – kiedy pytam was o momenty, które były najważniejsze odpowiadacie: moje dryblingi, moja obrona, moje gole… Pamiętajcie, że drużyna to cała wasza siódemka, a nie jedna osoba. Wasza mocna strona, to gra zespołowa. Razem możecie więcej, niż osobno. Widzowie będą was pierwszy raz widzieć w ćwierćfinałach. Będą was oceniać jak nową drużynę, ale wy bądźcie sobą i grajcie zespołowo, dobra?
-Jasne- wrzasnęli wszyscy, oprócz Zayna i mnie, ale ja tylko pokiwałam pionowo głową. Prom wylądował, a my zabraliśmy nasze bagaże i wyszliśmy.
-Zaczęło się- oznajmił trener.- tylko, żeby wam sodówka nie uderzyła- szedł przed nami, a my jak na grzeczne dzieci przystało kroczyliśmy za nim, Eddiem i Dame Simbaj. Flesze zaczęły błyskać, a fotoreporterzy zaczęli zadawać nam różne pytania. Zagryzłam dolną wargę i kroczyłam za wujkiem. Moja torba jest strasznie ciężka i zaczęło boleć mnie całe ramię, aż w końcu mój bagaż zsunął się z ramienia i spadł na ziemię.
-Jejciu- jęknęłam i sięgnęłam po torbę. Już miałam ją podnieść, kiedy zrobił to Malik.-Zayn poradzę sobie.
-Nie wątpię aniołku- puścił mi oczko i dalej kroczył, niosąc swoje rzeczy i moje. To naprawdę miłe z jego strony. Wsiedliśmy do promu, który zawiózł nas pod hotel. Budynek był naprawdę wielki i nowoczesny. W środku powitał nas jakiś mężczyzna w uniformie.
-Witajcie, jestem Joe i będę się wami zajmował. Jeśli…
-Będziesz spełniał nasze zachcianki?- uniósł brwi Zayn, a my patrzeliśmy raz na niego raz na blondyna, który mógł mieć jakieś dwadzieściapięć lat.
-Tak- przyznał mu rację, a chłopaki się tylko chytrze uśmiechnęli. Coś czuję, że Joe nie będzie miał chwili spokoju. –do waszej dyspozycji będzie całe piętro szóste…
-OMG!- pisnęłam.
-A tobie co?- zdziwił się Tomlinson. Patrzył na mnie teraz, jak na jakąś szajbuskę.
-T- to- o Warren!- wskazałam na niebieską istotę. Wzrok wszystkich powędrował za moją ręką. Rzuciliśmy się biegiem w kierunku rycerza.
-Cześć Warren, to dla nas zaszczyt- każdy przekrzykiwał każdego. Piłkarz uśmiechnął się tylko, a potem podszedł do nas Aarch i nas uciszył.
-Przepraszam za nich.
-Nie szkodzi. To dla mnie przyjemność was poznać Snow Kids- jejciu to dla mnie jedna z najwspanialszych chwil w życiu. Poznałam samego kapitana Lightnings! To jest jak Boże Narodzenie, jedno z moich marzeń się już spełniło! Uwielbiam Warrena to najlepszy zawodnik w galaktyce. Zawsze powtarzałam tacie, że kiedyś go poślubię, co teraz wydaje mi się tylko wstydliwym marzeniem, z którego już oczywiście wyrosłam.- widziałem wasze mecze i muszę powiedzieć, że macie potencjał. Już się nie mogę doczekać, aż spotkamy się na boisku- puścił mi oczko, na co speszona spuściłam głowę. Pożegnaliśmy się w Warrenem, a Joe zaprowadził nas do naszych pokoi. Zayn położył moje bagaże obok łóżka, w którym miałam spać, a potem wyszedł cmokając mnie przelotnie w usta. Spaliłam buraka i powoli zaczęłam się rozpakowywać. Cały czas czułam na sobie wzrok Amandy. Nasz pokój był utrzymany w barwach błękitnych. Panele były białe, a meble ciemnobrązowe. Na podłodze był futrzasty dywan i miałyśmy podwójne łóżka, obok których stały szafki nocne. Przez duże okno było widać stadion.
-Laski chodźcie na trening- do naszego pokoju zajrzał Liam, a my zaraz poszłyśmy za nim. Eddie wrzucił nas do holotrenera. Ćwiczenia były ciężkie i wyczerpujące. Teraz wszystko się zmieni, jeśli chcemy wygrać, musimy dać z siebie dwieście procent. Etap ćwierćfinałów to nie przelewki. Ćwiczyliśmy głównie szybkość, refleks i taktyki. Później trafność, a na końcu Edward załadował nam drużynę Lightnings. 
__________________________________
Ok rozdział 15 już jest mam mieszane uczucia co do tego rozdziału, ale dodałam go... następny powinien być lepszy. Dziękuję za komentarze i liczę na kolejne, bo to dla mnie tylko motywacja...
Buźka miśki ;**

sobota, 17 maja 2014

14. Będę cie bronił



„Chcę się naćpać kochanie tobą i chodzić naćpany doba za dobą.”

*Zayn*
Po zwycięskim meczu poszliśmy świętować do „Blues”. Wszyscy byli szczęśliwi, a zwłaszcza nasi bliscy. W końcu wiem, że znalazłem swoje miejsce w świecie i odnalazłem drogę, którą chcę podążać do końca życia. Kocham piłkę i chcę grać, tak długo, jak tylko mogę. Nawet rodzice Louisa przyszli, to miłe z ich strony, bo przeważnie to drą z nim koty i mają o byle gówno sapy.
Tommo siedział przy stoliku ze starszymi i o czymś gadał. Obstawiam, że wszystko sobie wyjaśniali, bo Lou się nawet uśmiechał.
Liam i jego mama rozmawiali z resztą naszych rodziców i drużyną. Siedziałem z nimi i szukałem wzrokiem aniołka, bo znowu gdzieś mi zniknęła. Ostatnio jest inaczej. Zmieniła się, nie wiem czy najlepsze, czy na gorsze. Jest trochę śmielsza, ale nadal słodka i urocza. Wyjąłem telefon i napisałem do niej SMSa.
______________________
Do: aniołek ;*
Gdzie jesteś?
______________________
Nie musiałem czekać długo na jej odpowiedź.
______________________
Od: aniołek ;*
Na zewnątrz ;)
______________________
Poderwałem się i wyszedłem na wielki taras. Stała przy barierce i pocierała swoje ramiona. Nie dziwię się, że jest jej zimno, w końcu mamy zimę, a ona stoi w samej koszulce i krótkich spodenkach. Co z tego, że ma rajtuzy? Zdjąłem swoją kurtkę i zaszedłem ją od tyłu. Nałożyłem czarną katanę na jej barki i objąłem w pasie, opierając brodę o jej ramię.
-Co tak sama stoisz?- szepnąłem jej do ucha.
-Czasem tak lubię- mruknęła. –lubię patrzeć w gwiazdy- odruchowo spojrzałem w górę. Na granatowej poświacie nieba migotały miliardy gwiazd, a towarzyszył im księżyc w pełni. Ma rację, gwiazdy są ładne. Oparłem dłonie o barierkę, nadal stojąc za nią. Drobna blondynka odwróciła się do mnie przodem i lekko uśmiechnęła. –Louis rozmawia z rodzicami?
-To twoja sprawka, no nie?- spojrzała na mnie nieśmiało. –jesteś urocza- złapałem za jej policzek i zgarnąłem niesforny kosmyk za jej włosy. –jak ty to robisz?
-Co robię?- zmarszczyła brwi.
-Nie da się na ciebie złościć, bo jesteś za dobra. Chcesz wszystkich uszczęśliwić. Tak samo dziś, na boisku. Miałaś czystą pozycję do strzału i trafiłabyś, ale wolałaś podać Louisowi- nie przerywaliśmy kontaktu wzrokowego. Powoli tonąłem w jej niebieskich tęczówkach, co jest dziwne, bo jeszcze oczy żadnej laski tak na mnie nie działały.
-Nie lubię, jak któryś z moich przyjaciół się smuci- uśmiechnąłem się. Nie tylko dlatego, że dzisiejszy dzień był naprawdę niezły, ale też dlatego, że nazwała Boo Beara przyjacielem. –dziękuję za kurtkę, zapomniałam swojej w szatni- skrzywiła się lekko, na co się zaśmiałem.
-Dla ciebie wszystko- nie, dłużej nie wytrzymam. Pochyliłem się nad nią i musnąłem jej lekko różowe wargi, które po chwili zaczęły współpracować z moimi. Nie sądziłem, że odwzajemni pocałunek, ale stało się. Oderwaliśmy się od siebie, aby zaczerpnąć powietrza, a ona spojrzała na mnie niepewnie. Puściłem jej oczko, a potem przytuliłem. Owinęła ramiona wokół mojego brzucha, a ja oparłem brodę o jej głowę. Staliśmy tak i wpatrywaliśmy się w gwiazdy.
*Harry*
Około godziny 22 postanowiliśmy się zbierać, jutro mamy lecieć na Stadion Genesis, a razem z nami Kali. Ma relacjonować nasze postępy. Pożegnaliśmy się z naszymi bliskimi i już mieliśmy wychodzić, kiedy zorientowaliśmy się, że nie ma z nami Malika i Rosie.
-Mamo, widziałaś Rosie?- zapytałem rodzicielkę, a ona tylko kiwnęła głową w stronę tarasu. Blondynka stała wtulona w Zayna i patrzyli w niebo. Wyszedłem do nich i odchrząknąłem głośno. Odwrócili się, a blondynka lekko się uśmiechnęła. –idziecie z nami, czy później wrócicie?
-Idziemy- odpowiedział Malik, zarzucając ramię na barki mojej przyjaciółki. Jeśli on tylko sprawi jej przykrość, albo Tomlinson to popamiętają mnie. Ona nie zasługuje na to by cierpieć, bo jest na to za uczciwa i krucha. Czasami się o nią martwię, bo jest zbyt ufna w stosunku do ludzi. Widzi w każdym coś dobrego i stara się pomóc, ale boję się, że kiedyś jej się to odbije czkawką. Nie chodzi mi o to, że nie zasługuje na szczęście, bo jest osobą, która przez swoje zachowanie powinna być wzorem dla każdego, tylko nie chcę, żeby cierpiała, bo oni chcą ją tylko wykorzystać. Dołączyliśmy do reszty, a potem wróciliśmy do akademii. Rozebraliśmy się z kurtek i butów, a potem każde poszło do swojego pokoju, no prawie, bo Rosie zaciągnęła mnie i Nialla do salonu. Byłem naprawdę zmęczony, dlatego nie protestowałem. Leżałem na jej udach, a Nialler kręcił się po pomieszczeniu i z kimś gadał przez telefon.
-Rosie, idę spać- ziewnąłem i chciałem się podnieść, ale blondynka mi nie pozwoliła. Nie chciałem też siedzieć z Niallem, bo nadal jestem na niego zły.
-Harreh proszę, chciałam z wami obejrzeć film i zjeść pizzę, jak dawniej- wydęła lekko dolą wargę, na co wywróciłem oczami.
-No okay- westchnąłem.
-Wybacz mu- szepnęła.
-Nie mogę, mogłem stracić przez niego najlepszą przyjaciółkę.
-On ją kocha i jej ufa. Nawet ja już się nie gniewam. Harry proszę- bawiła się moim włosami.
-Niech będzie- po trzydziestu minutach Niall przyniósł karton z pizzą i usiadł obok nas. Włączyliśmy horrory. Rosie co chwila zasłaniała twarz dłońmi.
*Rosie*
Nienawidzę ich. Dlaczego zawsze wybierają horrory? Dobrze wiedzą, że się ich boję i nie mogę w nocy spać. Są podli, ale kocham ich całym sercem. Harry i Niall dawno już spali, a ja przerażona wpatrywałam się w ekran.
-Nie idź tam- szeptałam, patrząc przez szpary między dłońmi, którymi zasłaniałam oczy.
-Co robisz?- usłyszałam za sobą, na co głośno krzyknęłam. Byłam przerażona, to niefajne, jak ktoś cie straszy. Zaczęłam nerwowo oddychać. – aniołku spokojnie, to tylko ja- mulat usiadł obok mnie. –czemu nie śpisz? Jest druga w nocy- ziewnął.
-Chcieliśmy obejrzeć coś, jak za starych dobrych czasów, ale wybrali horrory- przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. – boję się- szepnęłam, jakbym bała się, że ktoś poza Zaynem to usłyszy. Mulat uśmiechnął się lekko, a potem musnął palcami moje.
-Chodź- kiwnął głową, a ja powoli uniosłam głowę Harrego i wypełzłam, zastępując moje uda poduszką. Wystawił dłoń w moim kierunku, a ja pewnie ją złapałam. Prowadził mnie do kuchni. Wyjął z lodówki mleko, a z szafki kakao, które wsypał do dwóch kubków. Zalał mlekiem, a potem włożył do mikrofalówki, aby troszkę podgrzać. Kiedy napój był już wystarczająco gorący, podał mi jeden kubek i usiadł obok. Powoli wypiliśmy kakao, a potem odstawiliśmy naczynia do zlewu. –idziesz spać?- spuściłam głowę, a potem spojrzałam na niego niepewnie. –boisz się?- wzruszyłam nieśmiało ramionami. Nie moja wina, że z natury jestem płochliwa. – chodź ze mną- wstałam, a on wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Położył mnie do łóżka, a potem nakrył  kołdrą. –śpij aniołku- pocałował mnie w czoło i chciał odejść, ale złapałam go za nadgarstek. Spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-Zostań ze mną, proszę- zrobiłam mu miejsce, a on położył się obok. –nie zostawisz mnie?
-Będę cie bronił aniołku przed tymi potworami- wtuliłam się w niego, a on objął mnie ramieniem. To zadziwiające, jak bardzo bezpiecznie czuję się w jego ramionach. Nigdy nie czułam się tak… nie wiem nawet, jak mam nazwać ten stan. Wiem, że przy Zaynie nic mi nie grozi, bo on zawsze mnie obroni. Jest… moim bohaterem. I wiem, że mnie nie skrzywdzi, bo czuję, że mnie lubi. Przecież, gdyby mnie nie lubił, nie starał by się. Nie grałby dla mnie na gitarze, kiedy było mi smutno. Nie leżałby teraz ze mną i nie pilnowałby. Gdyby mnie nie lubił, to by mnie olał i pozwolił bym trzęsła się ze strachu i stukała zębami, z obawy przed seryjnym zabójcą oraz potworami z horrorów. Nie całowałby mnie dziś. Na samą myśl o tym pocałunku, zrobiło mi się ciepło w brzuchu. To było… naprawdę miłe. Zayn całuje inaczej niż Louis, jest bardziej delikatny i nie próbuje zaciągnąć mnie do łóżka, tak jak Louis tego dnia, kiedy całował mnie w sali od ćwiczeń. Oni są zupełnie różni, ale tacy podobni. Oboje mają trudne charaktery i mają tajemnice. Louis jest strasznie porywczy, zawsze chce zwyciężać, ale potrafi też zaskoczyć i to pozytywnie. Zayn natomiast jest typem złego chłopca, ale jest też osobą, która gwarantuje bezpieczeństwo. Obaj są przystojni, wysportowani i nie pozwalają wejść sobie na głowę. Zawsze stawiają na swoim i mają niesamowite dary, w postaci umiejętności piłkarskich, a Malik w dodatku gra na gitarze. Cieszę się, że ich poznałam. Wtuliłam się bardziej w chłopaka i z czasem zasnęłam. 

__________________________________
Trochę sie na was zawiodłam... generalnie chodzi mi o komentarze. Taki komentarz zajmuje kilka sekund, a mi daje wielką motywację do pisania... Są nowi bohaterowie, jeśli chcecie to obczajcie ich. Coraz bardziej przekonuję sie do duetu Rosie + Zayn, dlatego mimo iż w ankietach prowadzi Lou rozdziały będą pisane bardziej pod tą parę. Louis miał być tym złym chłopcem i taki jest, więc... co do bloga ostatnio mnie olśniło i mogę powiedzieć, że będzie sie działo...
Buźka miśki ;**

sobota, 10 maja 2014

13. wy faceci wolicie szybkie



 „Wygrają tylko ci, którzy wiedzą na czym im zależy.”

*Harry*
Obudziła mnie Rosie i powiedziała, że mam się szybko ubierać, bo wszyscy czekają już tylko na mnie. Niechętnie poszedłem do łazienki z czystymi ubraniami. Wziąłem szybki prysznic, a następnie ubrałem się w czarne spodnie, biały t-shirt, na górę niebieską koszulę w kratę, a na nogi trampki. Wszyscy siedzieli w salonie i czekali, aż blondynka zacznie mówić.
-Misiek, co jest?- wywróciłem oczami. Do każdej laski mówi „misiek” to jest po prostu żałosne.
-Bo dzisiaj gramy ten mecz z Shadows na naszym stadionie i pomyślałam, że moglibyśmy poprosić, żeby ktoś zasiadł na trybunach. Lepiej by nam się grało i w ogóle- uśmiechnęła się nieśmiało.
-Rosie wątpię, że ktoś przyjdzie, bo ten stadion jest przeklęty- jej entuzjazm został zgaszony przez Liama. Szczerze? To go lubię najbardziej z całej tej trójcy pajaców. Rose posmutniała i chciała odejść, ale zatrzymał ją Malik. A ten co odpierdala? Też chce ją przelecieć, może z Tomlinsonem palują trójkącik? Wiecie taka grupowa orgia. Tylko, że ja nie pozwolę im jej skrzywdzić.
-Aniołku, zawsze warto spróbować. Chodźcie- kiwnął głową w kierunku drzwi. Nałożyliśmy kurtki i poszliśmy w stronę knajpki, gdzie pracuje mama. Teraz wszystko się zmieniło. Ludzie traktują nas inaczej. Jesteśmy niczym gwiazdy Akillianu. Mama jak zwykle stała za kasą i przyjmowała zamówienia.
-Cześć mamo- przywitałem się z kobietą uściskiem i buziakiem w policzek.
-Dzień dobry- powiedziała Rosie i również znalazła się w ramionach mojej rodzicielki. Reszta błąkała tylko niezrozumiałe dzień dobry.
-Witam, co sprowadza moje gwiazdeczki w te skromne progi?- z zaplecza wyszedł właściciel i każde z nas przywitał bardzo serdecznie. Postawił nam cole na koszt firmy. W sumie to całe gwiazdorstwo zaczyna mi się podobać. Jeśli grając w Galactik Football, będę dostawał colę za free, to mogę grać do później starości.
-Chcielibyśmy was prosić, żebyście przyszli nam kibicować na stadion- powiedziała Amanda. Jeszcze jej nie wybaczyłem, zresztą Niallowi też. Nie powinien wyjawiać sekretów przyjaciół obcym laską, które zawrócą mu w głowie.
-Żartujecie sobie?!- wrzasnął jakiś facet. – nikt nie wejdzie na ten przeklęty stadion!- wywróciłem oczami. Przecież żadnemu z nas nie zależy, żeby on się tam znalazł. Chcemy tylko, żeby nasze rodziny nas wspierały! Siedzieliśmy wszyscy przy jednym stoliku i gadaliśmy jak starzy przyjaciele. Jakby mi ktoś miesiąc temu powiedział, że będę siedział przy jednym stoliku z Louisem, Zaynem i Liamem, to bym go wyśmiał, a teraz? Nawet cieszę się, że gram z nimi w piłkę, ale mam odruch wymiotny, kiedy widzę co próbują zrobić mojej przyjaciółce.
-A ty dokąd?- zapytał Tomlinson, kiedy Rosie wstała.
-Idę do taty, może chociaż on przyjdzie- widać było, że to dla niej dużo znaczy.
-Pójdę z tobą-wywróciłem oczami, a oni wyszli. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę, a potem poszliśmy do akademii na trening. Aarch się troche wkurzył, że nie ma Louisa, ale jak powiedzieliśmy, że poszedł z Rosie do Noraty, to wyluzował.
*Rosie*
Cieszę się, że Louis poszedł ze mną do domu, żeby zaprosić tatę na mecz. Chciałabym, żeby mnie wspierał zwłasza, że od tego meczu zależy nasza przyszłość. Jeśli wygramy to wyjdziemy z grupy i polecimy na Stadion Genesis i dalej będziemy walczyć o puchar galaktyki. Zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi mojego domu, a po chwili otworzył mój tata.
-Rosie, gdzie byłaś? Aarch mówił, że uciekłaś- spuściłam głowę. Zachowałam się nieodpowiedzialnie uciekając, jak smarkula, powinnam stawić czoło swoim problemom, a nie jak ostatni tchórz uciekać i myśleć, że samo się jakoś ułoży.
-Przepraszam tato. Chciałam cie zapytać, czy przyjdziesz na mecz.
-Tak, będę oglądał w knajpce razem z innymi.
-Ale ja chciałabym, żebyś przyszedł na stadion.
-Rosie nie wejdę na ten stadion, mogłem cie wtedy stracić, zupełnie jak twoją matkę- przytaknęłam, a później się z nim pożegnałam. Rozumiem go, boi się, że znów wydarzy się jakaś tragedia i mnie straci. Tego dnia, kiedy był wybuch, poszłyśmy z mamą na finał. To było coś niezwykłego, dla takiego małego dziecka jak ja. Bardzo się cieszyłam, że razem z mamą tam poszłyśmy. Wszystko było pięknie, aż nadszedł moment, kiedy to nasi mieli strzelić decydującego gola. Wszystko zaczęło się trzęś, a ludzie zaczęli panikować. Zginęło wiele ludzi, w tym mama, spytacie co się stało ze mną? Cóż to prosta odpowiedź, tata użył fluxa i mnie stamtąd zabrał.
-Wracamy?- zapytał, przystając i patrząc na mnie z uniesionymi brwiami.
-A twoi rodzice?
-Nie są warci tego, żeby ich zapraszać- ruszył przed siebie. Szybko go dogoniłam i złapałam za ramię, zmuszając, aby się zatrzymał i porozmawiał ze mną.
-Nie mów tak, na pewno by przyszli. Kochają cie… -głośno prychnął i wywrócił oczami.
-Oni kochają tylko kasę, na mnie mają wyjebane, zresztą ja na nich też, chodź- złapał za mój nadgarstek i ciągnął w stronę stoiska z gorącą czekoladą. Kupił dwa kubki i jeden mi podał. Usiedliśmy na ławce i rozmawialiśmy. Głównie chodziło o moją ucieczkę. Pytał gdzie byłam, ale nie powiedziałam. Nie wolno mi, bo obiecałam Archiemu, że będę udawać, że nie pamiętam, bo przecież „wymazał mi pamięć”.
-Rosie nie uciekaj więcej, dobra?- przytaknęłam, a potem chłopak przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej. –martwiłem się o ciebie- to miłe, że się martwił. – brakowało mi cie na skrzydle, bo Amy jest za wolna.
-A wy faceci wolicie szybkie- zaśmiał się pod nosem, a potem pocałował w czoło.
-Wracajmy, bo Aarch nas zabije- wstaliśmy i wróciliśmy do akademii. Szybko poszliśmy do sali, gdzie ustawiony był holotrener. Eddie wrzucił nas do środka i zaczęliśmy trening. Szło nam dobrze, a wyszliśmy po dwóch godzinach. Poszłam się wykąpać, a potem przebrałam się w dresy i koszulkę. Usiadłam w salonie na sofie i włączyłam telewizor. Oglądałam nowy serial, kiedy przed oczami stanął Zayn w samym ręczniku. Czułam jak moje policzki robią się czerwone. Chłopak przeczesał włosy, a ja zauważyłam na jego ręce bransoletkę. Identyczną ma Sonny! Ciekawe co to oznacza?
-Aniołku mówię do ciebie- mruknął.
-Przepraszam, co mówiłeś?
-Czy widziałaś mój telefon?- pokiwałam przecząco głową. – podoba ci się to co widzisz?
-Masz na myśli gołego faceta, który przede mną stoi?- nie traciliśmy ze sobą kontaktu wzrokowego.
-Między innymi, chcesz możesz zrobić zdjęcie, wystarczy na dłużej- wyjęłam komórkę i cyknęłam fotkę. –hej- zaśmiał się. – co robisz?
-Wystarczy na dłużej- uśmiechnęłam się.- wiesz, młodszy się nie robisz.
-Zmieniłaś się- zmarszczyłam brwi.- nie jesteś już taka nieśmiała, jak na początku- spuściłam głowę. Może nabrałam trochę więcej pewności siebie, ale to przecież wcale nie znaczy, że się zmieniłam. Nadal krępują mnie takie rzeczy jak pocałunki w miejscach publicznych, rozmowy o seksie i widok Zayna z ręcznikiem przewieszonym na biodrach, który stoi przede mną. – dobra uciekam, widzimy się później? –przytaknęłam, a on sobie poszedł. Obejrzałam jeszcze jeden odcinek i poszłam do pokoju się przebrać, później pewnie pójdziemy do knajpki, a ja nie chcę wyglądać jak sierota. Weszłam do pokoju, gdzie Amanda wybierała ubrania. Nie mam pojęcia, jak mam się w stosunku do niej zachowywać. Wiem, że postąpiła źle, ale też jestem jej wdzięczna. Jest mi przykro, ale cieszę się, że powiedziała prawdę, którą ja bałam się wyjawić. Trzasnęłam drzwiami, mimo, iż chciałam je zamknąć po cichu.
-Rosie- dziewczyna się odwróciła w moją stronę i niepewnie podeszła za spuszczoną głową.-ja… Rosie przepraszam, ona mnie zmusiła. Wiesz… ona zawsze chciała, żebym była jak moja siostra… IDEALNA, ale ja nie potrafię. Proszę wybacz mi, naprawdę cie lubię i…- nie czekając dłużej przytuliłam ją.
-Dziękuję Amy- odsunęła się ode mnie i patrzyła zdezorientowana. –dziękuję, że im powiedziałaś, bo ja nie miałam odwagi- teraz to ona mnie przytuliła. Tkwiłyśmy w niedźwiedzim uścisku, kiedy do pokoju wszedł wujek. –cześć- uśmiechnęłam się lekko.
-Rosie nie strasz mnie tak więcej- przytulił mnie i gładził po włosach.
-Przepraszam, to było nieodpowiedzialne.
-Jako trener jestem wkurzony, bo drużyna mogła przez ciebie przegrać, ale jako wujek, cieszę się, że wróciłaś i nic ci nie jest- pocałował mnie we włosy, a potem wyszedł, mówiąc tylko, że mamy się pośpieszyć. Zabrałam ze swojej szafy rajstopy, szorty, białą koszulkę z jakimś nadrukiem i poszłam do łazienki się przebrać. Rozczesałam włosy i pozostawiłam je rozpuszczone. Pomalowałam tylko usta błyszczykiem i włożyłam go do kieszeni. Po mnie do łazienki weszła Amanda. Drzwi naszego pokoju, a wszedł przez nie blondyn. Przysiadł obok mnie na łóżku i głęboko westchnął. Zakrył sobie twarz dłońmi, apotem przeczesał nimi włosy. Opadł łokcie na nogach i wziął głęboki wdech.
-Przepraszam mała, nie chciałem- rzuciłam się na niego z uściskiem. Brakowało mi go, tego jak mnie przytula i naszych wspólnych wieczorów, podczas których wsuwamy pizzę i oglądamy mecze lub po prostu gramy na konsoli. –nie powinienem, mówić o tym Amy, ale lubię ją i…
-Rozumiem Niall i wybaczam, ale pod warunkiem, że zamówimy dziś pizzę i obejrzymy jakiś dobry film z Harrym.
-Masz to jak w banku mała- zaśmiał się, a potem cmoknął w policzek. Amanda wyszła z łazienki i wszyscy razem wyszliśmy do salonu, gdzie czekali już tylko na nas wujek i reszta. Ubrałam czarną skórzaną kurtkę i vansy, a potem wyszliśmy. Taksówką zajechaliśmy na stadion. Przebraliśmy się w szatni, w nasze stroje sportowe, a potem wysłuchaliśmy taktyki i słów wujka.
-Nie przejmujcie się pustymi trybunami i tym, że nie ma dla kogo grać. Ludzie jeszcze nie są gotowi by wyjść na stadion. Pamiętacie, że gracie dla siebie, gracie, by spełnić marzenia, a przede wszystkim, żeby udowodnić galaktyce, że oddech Akillian nadal żyje, a my mamy szansę na puchar!
-Snow Kids gola!- wrzasnęliśmy wszyscy, zakładając dłonie w środku koła i unosząc je w górę. Weszliśmy na rampę, a ona zaniosła nas na boisko. Staliśmy oko w oko z Shadows. Zayn, Louis i Liam mierzyli się wzrokiem z Marko, który tylko chytrze się uśmiechał.
-O wiedzę, że laleczka wróciła- puścił mi oczko. – szkoda, że to wam i tak nie pomoże wygrać ofiary.
-Zobaczymy- Tomlinson wyprostował się.- pokaż na co cie stać Vincent- rozłożył ramiona, a później zajęliśmy pozycje. Zayn zaczął walkę o piłkę, którą przejął Marko. Biegł w stronę naszej bramki, ale Amy odebrała mu kulę i podała do Liama. Wymiana między nami trwała długo i rozgrywała się między środkiem boiska, a napastnikami. Marko biegał po całej murawie i przejmował piłki. Znów miał okazję do strzału, ale po raz kolejny Quest nie pozwoliła mu się dostać do bramki. Wkurzony Vincent podszedł do niej i pchnął. Szybko do niej podbiegłam i pytałam, czy nic jej nie jest. Brunet stał nad nami z uniesionymi dłońmi na wysokości głowy, że niby nic nie zrobił.
-Amy wszystko dobrze?- brunetka pokiwała pionowo głową, a potem pochwyciła moją rękę i wstała. Gra znów się rozpoczęła. Wypadliśmy z rytmu, a Marko znów próbował strzelić nam gola. Niall nie zdołał go zatrzymać, a Amy… ona stała jak sparaliżowana. Marko strzelił nam gola, a pierwsza połowa się skończyła z wynikiem 1:0 dla Shadowsów. Zeszliśmy do szatni, a Harreh zaczął drzeć się po Amandzie, że gra jak ofiara i powinna wtedy zatrzymać Marko.
-Po prostu…! Gadasz, że Rosie gra jak skończona sierota, a sama grasz, jak pokraka!- chodził w kółko i cały czas nadawał.
-Harry- upomniał go Nialler.
-Boże Amanda, jaka ty jesteś głupia!
-Harry!- teraz to ja krzyknęłam.- uspokój się, to nie jej wina.
-A czyja!?
-Sam mogłeś obronić- wtrącił Liam. – jakbyś nie spał.
-Liam przestań- warknęłam. To nie jest wina Hazzy, że jest chory. –to niczyja wina, po prostu się zagapiliśmy- powinni go podziwiać, za to, że mimo choroby gra, że jest silny i potrafi spełniać swoje marzenia, nie zważając na przeciwieństwa losu. Wyszliśmy na drugą połowę.
-Ey, patrzcie- trącił mnie Zayn i wskazał na trybuny, które powoli się wypełniały. Był tata i mama Harrego.
-Patrz moja mama i Maya- Liam walnął Malika w bark i pokazał palcem na miejsca siedzące. Widziałam jak Louis szukał swoich rodziców, ale później zrezygnowany prychnął. Widać, że cierpi z powodu, tego, że rodzice się nim nie interesują. Powinien im powiedzieć, że potrzebuje trochę ich uwagi.
-Dobra dzieciaki, teraz nie macie wymówek. Macie dla kogo grać, dlatego pokażcie im- powiedział przez słuchawki Aarch. Pokiwaliśmy pionowo głowami, a potem Zayn znów stanął do walki. Przejął piłkę i podał Louisowi. Chłopak dryblując, ominął obronę, a potem strzelił. Piłka odbiła się od słupka, ale Zayn użył oddechu i dobił, zdobywając tym samym pierwszy gol. Wszyscy rzucili się, aby go uściskać, ale ja podeszłam do Louisa.
-Loui…- szatyn spojrzał na mnie i czekał aż coś powiem, dlatego wzięłam głęboki wdech.- nie przejmuj się, na pewno oglądają i są dumni.
-Skąd to wiesz, co?- prychnął.- nie znasz ich, nie wiesz jacy są naprawdę.
-Nie graj dla nich, tylko dla siebie. To twoje marzenia, a nie ich, to ty będziesz  z tym żył, a nie oni. I pamiętaj, że zawsze będą cie kochać, niezależnie od tego jaki nieznośny będziesz- wspięłam się na palce i musnęłam lekko jego policzek. Wróciłam na swoją pozycję, a on puścił mi oczko. Marko biegł w stronę naszej bramki, ale Niall użył oddechu i odebrał mu piłkę. Podał Amy, która podała do Zayna, a ten do mnie. Wybiłam piłkę w górę na miarę swoich możliwości i kiwnęłam do Louisa, na co zmarszczył brwi. Wywróciłam oczami i wybiłam się za sprawą fluxa. Podałam do niego, a on? On wyzwolił oddech i strzelił bramkę.
-Yeah! Tak trzymaj Tommo!- wrzasnął Liam i pokazał mu kciuk do góry. Znów piłka była w grze. Vincent strzelał do bramki, ale Harry spał.
-Hazz!- krzyknęliśmy wszyscy, a Curly skoczył i obronił, nawet nie otwierając oczu. Odetchnęliśmy z ulgą. Zielonooki wstał i podał do Nialla. Chłopak biegł po skrzydle, aż podał Louisowi. Szatyn po raz kolejny użył oddechu i zdobył kolejny punkt. Mecz zakończył się 4:1 dla… nas! Zayn i Louis strzelili po dwie bramki. Cieszę się, że wygraliśmy!  


________________________
Ok następny rozdział... mam mieszane uczucia co do niego, ale ocenę pozostawiam was. GŁOSUJCIE W ANKIETACH!! Dzięki za te siedem komentarzy. W zakładce bohaterowie pojawiły sie nowe postaci, jeśli chcecie to zerknijcie. Zmieniła sie też nieco postać Rosie.
Buźka miśki ;**

sobota, 3 maja 2014

12. Zabujałeś się w Rosie




„Bo wiele rzeczy boli, inspiruje, wkurza, życie jest piękne, ale czasem kaleczy jak róża.”

*Louis*
Wróciliśmy do akademii cali… właściwie to nie wiem, jak mam nazwać tą atmosferę, która teraz między nami panuje. Nie gadamy ze sobą. Siedzieliśmy w salonie i gapiliśmy się na powtórkę naszego meczu. Graliśmy jak sieroty, które pierwszy raz na oczy piłkę widzieli.
-Chłopaki…- zaczęła Amy. Wszyscy patrzeliśmy na nią złowrogo. W sumie to jej wina, gdyby nie wtykała nosa w nieswoje sprawy, Rosie byłaby z nami. – j- ja przepraszam- spuściła głowę.
-Wiesz jaki ty masz problem!?- uniósł się Styles.
-Zamknij się Hazz, to nic nie da, że się wyżyjesz na Amy- warknął Horan. Noo widzę kłopoty w raju, dwa głupki się pokłóciły o swoją blond przyjaciółeczkę. Jakie to słodkie… normalnie rzygam tęczą.
-Myślicie, że widziała wywiad?- zagadnął Malik. –myślicie, że wróci?- uniosłem na niego brwi. Czy on się czasem w niej nie zabujał? Martwi się o nią i w ogóle…
-Oby- westchnął Liam.- teraz trzeba czekać…
-Za dwa dni gramy mecz- mruknąłem.- ile mamy czekać?
-Jesteś dupkiem- Harry patrzył na mnie z obrzydzeniem.
-Być może, ale chcę wygrać. Ona też chce pucharu, więc czego się czepiasz!?- wkurzony wstałem i poszedłem do klubu. Harry to frajer.
*Rosie*
Siedziałam w kapsule, która była ustawiona, aby lecieć na Akillian. Archie nie wymazał mi pamięci, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Leciałam jakieś dwa dni. Kapsuła wylądowała, a wieko się uniosło. Wysiadłam i złapałam za moją deskę, którą dotarłam pod akademię. Bałam się… naprawdę się bałam spotkania z drużyną. Po jakiś 10 minutach stania na mrozie, wzięłam głęboki wdech i nacisnęłam klamkę. Wszyscy siedzieli w salonie. Niepostrzeżenie przemknęłam do pokoju, gdzie odłożyłam swój plecak i deskę. Zabrałam czyste ciuchy i poszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Ciepła woda trochę mnie uspokoiła. Później wytarłam się i ubrałam czystą bieliznę, szare spodnie dresowe, czarną bokserkę oraz bluzę. Włosy rozczesałam i podsuszyłam. Spojrzałam w lustro i prychnęłam. Widziałam dziewczynę, której życiem rządził strach. Zupełnie jak mała dziewczynka, która na świecie została sama… wzięłam głęboki oddech i poszłam do salonu. Wszyscy siedzieli w ciszy i gapili się w telewizor, no oprócz Zayna, bo on brzdąkał na gitarze.
-Amy, chłopaki…
*Zayn*
Jak Tomlinson sobie poszedł, znowu zapadła grobowa cisza. Nikt nie chciał o tym gadać. Nie chcieliśmy wszczynać dodatkowych kłótni. Cały czas liczę, że Rosie zmieni zdanie i wróci, chociaż… cieszę się, że jest bezpieczna i że Archie się nią opiekuje.
-Amy, chłopaki… - usłyszeliśmy najsłodszy głos na świecie. Uniosłem głowę i zobaczyłem ją… stała cała smutna i taka nieśmiała. –ja…
-Rosie!- Harry odetchnął z ulgą i szybko podbiegł i ją przytulił. Blondynka odwzajemniła uścisk.-martwiłem się o ciebie.
-Przepraszam- uśmiechnąłem się pod nosem. Ona jest po prostu urocza. To najsłodsza istotka, jaką do tej pory widziałem, a serio lasek widziałem już dużo. Odepchnęła Stylesa od siebie i spojrzała na nas. Kiedy jej wzrok spoczął na mnie, puściłem jej oczko. Spuściła głowę, a potem zgarnęła kosmyk za ucho. – naprawdę was przepraszam, powinnam wam powiedzieć o tym, że Aarch jest moim wujkiem, ale ja naprawdę…
-Aniołku!- przerwałem jej, bo nic z tej paplaniny nie rozumiałem. – to my powinniśmy przeprosić ciebie, nie powinniśmy krzyczeć, w końcu przewidziałaś jak to może się skończyć.
-Rosie wybacz nam. Jest nam wstyd, chciałbym, żebyś o tym zapomniała, ale to się nie wydarzy- ta też bym tego chciał Liam, ale ona nie zapomni! Wybaczy, ale nie zapomni. Drzwi się otworzyły, a weszła przez nie jakaś kobieta, nawet niezła. Jej wzrok spoczął na aniołku. Nasz gość był wściekły.
-Co ona tu robi!? –wrzasnęła w kierunku Amandy.
-Mam dość mamo- westchnęła. Noo jej matka jest… całkiem ładna, ale jak dla mnie to za stara. Zresztą gram w drużynie z jej córką, nie mógłbym… - dość! Przez ciebie mogliśmy odpaść!
-Jakim tonem Amando!? – pisnęła. Dobra… już mi się nie podoba matka Quest. Skrzeczy jak wrona.
-Rosie przepraszam cie, ale mama mnie zmusiła- spuściła głowę. No czyli ta baba wprowadziła cały ten zamęt. Rosie spojrzała niepewnie na matkę Amy, a potem gdzieś poszła. – mamo powinnaś już sobie iść- Amanda była zła, w sumie też bym na jej miejscu był, bo ta baba to wariatka. Starsza Quest odwróciła się i wyszła dumna jak paw. Ruszyłem do pokoju blondynki. Po przekroczeniu progu, zobaczyłem jak siedzi z podwiniętymi kolanami pod brodą i obejmuje nogi ramionami. Przysiadłem obok niej i lekko trąciłem barkiem. Zachwiała się lekko, a potem zrobiła to samo mi. Zaśmiałem się pod nosem i przyciągnąłem ją do swojej klaty. Rosie wtuliła się we mnie i siedziała cicho, powoli oddychając.
-Aniołku, czemu uciekłaś?
-Nie chciałam… żebyś ty krzyczał i Loui, no i Liam. Przepraszam Zayn, to było nieodpowiedzialne i przez moją głupotę mogliśmy odpaść z pucharu.
-Przecież nic takiego się nie stało, to był tylko mecz towarzyski słoneczko.
-To i tak o niczym nie świadczy…
*Louis*
Wróciłem do akademii około 22. Zdjąłem buty oraz kurtkę i poszedłem do naszego pokoju. Chłopaki gadali, a ja poszedłem się umyć. Po szybkim prysznicu, ubrałem na biodra bokserki i walnąłem się do wyra. Cały czas myślałem o tym naszym zakładzie. Chodzi o to, że… generalnie to mógłbym zaliczyć Rosie, ale widać, że Malik coś do niej czuje i prawdopodobnie to go zaboli bardziej niż ją, gdyby jakimś cudem dowiedziała się o naszym małym zakładzie.
-Malik?
-Co znowu?- mruknął i podniósł się do siadu.
-Pamiętasz ten nasz zakład?- przytaknął. – nie chcę stracić przez niego przyjaciela.
-Co ty pierdolisz gościu?
-Zabujałeś się w Rosie- wskazałem na niego palcem.
-Bredzisz, po prostu wiesz, że nie dasz rady.
-Ja mam nie dać rady?- prychnąłem. –jestem Louis Tomlinson, ja zawsze dostaję to czego chcę.
-To czego się spinasz? – ziewnął mulat. Boże jaki on jest przydupiony. Nie ogarnia, że jest dla mnie jak brat? Nie chcę żeby nasze kontakty się zjebały przez jakąś blondynę. Chyba będę musiał użyć radykalnych środków, czyli muszę go podpuścić.
-A co ty na to, żeby urozmaicić nasz zakład?- kiwnął głową, żebym mówił nadlej. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo wiedziałem, że mam go już w garści. – który pierwszy ją zaliczy.
-Przegrasz Tommo.
-Nie sądzę- zaśmiałem się.
-Jesteście pojebani- podsumował Liam. – spać matoły, bo jutro mecz.
-A propos meczu, misiek wrócił?
-Tia- mruknął Zayn, przekręciłem się na drugi bok i próbowałem zasnąć. Szczerze? Ja do Rosalie nic nie mam, nawet ją lubię, ale moją dziewczyną nie mogłaby być, bo jest na to zbyt grzeczna. Rosie jest dla mnie tylko i wyłącznie rozrywką. 
 __________________________________________
 OK mamy 12 co myślicie? Mam dla was propozycję, jeśli będzie 10 komentarzy to nowy rozdział pojawi sie w poniedziałek, wtorek lub środę, dokładnie kiedy zależy tylko i wyłącznie od was. Dziękuję za nominację, którą dostałam od suenesica z bloga www.lovewithgingerhair.blogspot.com, ale nie chce mi sie odpowiadać na pytania, co wcale nie świadczy o tym, że nie jestem wdzięczna ♥
Buźka miśki ;**
P.S. nie zapomnijcie głosować w ankietach!!
Możecie też zadawać pytania bohaterom w zakładce.

Obserwatorzy